Zeus – „miałem być dobry i miły lecz korby wróciły” (1/2)
W pierwszym kawałku na płycie pojawia się wers „czy ktokolwiek jeszcze jest pewien kto tu ma rację, co?”. Czy ktokolwiek na polskiej scenie ma jeszcze prawo do jednej i słusznej racji? Czy jest potrzebna jedna słuszna racja?
Wydaje mi się, że biorąc pod uwagę gusta estetyczne, nie ma czegoś takiego jak jedna słuszna racja. Tak samo jak nie ma najlepszego rapera i najlepszego producenta. To jest muzyka i, jak mawia Joteste nie można ocenić tego punktowo jak sportu. Wszystko zależy od Twojego gustu, każdemu może podobać się coś innego. Chciałbym aby ludzie byli trochę bardziej otwarci. Ważne jest aby słuchacze dali artystom, wykonawcom rozwijać się. Nie muszą być jednak wcale głodni eksperymentów, niech sobie słuchają czego chcą ale niech też zaakceptują to, że innym może się podobać coś innego. Czy ktoś jeszcze wie kto tutaj ma rację? To też jest w pewien sposób moja filozoficzna rozkminka. Tak naprawdę blisko mi do myśli Sokratesa czyli „wiem, że nic nie wiem”. I to sprowadza się też do tego. Starałem się pokazać na tej płycie różne rzeczy z różnych perspektyw, nawet mówiąc o niektórych negatywnie starałem się gdzieś przemycić jakąś myśl, uważałem, że może jest to potrzebne. Na przykład mówiąc o kościele jadę po pewnych postawach ale gdzieś tam w tekście pojawia się myśl, że może to jest jednak potrzebne ludziom. I nie wiesz kto tu ma rację tak naprawdę. Musisz sam się nad tym zastanowić. Ja tak naprawdę nie próbuje sprzedać nikomu moich poglądów. Szanuje zdanie odmienne od mojego a nawet o wiele chętniej rozmawiam z ludźmi o zupełnie innych od moich poglądach niż z takimi, którzy we wszystkim się ze mną zgadzają. Sam nadal się zmieniam i weryfikuję spojrzenie na pewne rzeczy.
Czyli bardziej stawiać pytania niż dawać odpowiedzi?
Jasne. Chciałbym pobudzić wyobraźnię słuchaczy. Nie jestem wszystkowiedzący i chyba więcej jest we mnie wątpliwości niż pewników.
Zakładam, że osoby dojrzałe, osłuchane w muzyce są w stanie wypracować własny pogląd na to, które argumenty i czyje są słuszne. Ale jak Twoim zdaniem czuje się 15 latek, który próbuje poznać tą kulturę, muzykę i z każdej strony słyszy, że tylko ja mam racje a inni nie? Gdzie powinien szukać odpowiedzi na pytanie „czym jest prawdziwy hip-hop”? Czy jest coś takiego jak prawdziwy hip-hop?
Gdybym miał określić jak wygląda prawdziwy hip-hop to trzeba by się cofnąć do jego korzeni i do tego jak on wyglądał w Stanach na początku. Nigdy tego oczywiście nie doświadczyłem, tylko o tym czytałem czy też słuchałem. DJ-ing, rap, graffiti, breakdance, – to są elementy, które tworzą tę kulturę, przy czym rap najdalej oddala się od korzeni bo jest najłatwiejszy do skomercjalizowania. Ta kultura charakteryzuje się tym, że jest to coś zabierającego ludzi z negatywnych środowisk i dającego im jakieś zajęcie, w którym mogą się realizować w pozytywny sposób. Prawdziwy, korzenny rap to chyba właśnie ten pozytywny, mówiący o zabawie. Im więcej osób które w różny sposób opisywały swoje przeżycia w tym uczestniczyło, tym bardziej rap zaczął się zmieniać. Tak samo z producentami. Produkcja zaczęła się zmieniać, ponieważ zaczęły się zmieniać mody, które ukształtowali ludzie, którzy mieli inny pogląd niż Ci co byli wcześniej, ponieważ przybyli do tej kultury z czymś nowym. Ale gdyby szukać tego prawdziwego hip-hopu i prawdziwego rapu to trzeba się chyba cofnąć do lat 70-80.
Ale w latach 80 też były różne nurty. Było Run DMC które było bardziej hardcorowe i wciąż dużo funkowych klimatów.
Ale Run DMC już mówili o sobie „new-school”. Więc wydaje mi się, że wszystkie te funkowe rzeczy są najbliższe tego korzennego hip-hopu. Kurtis Blow czy tego typu klimaty czyli cały czas disco, funk; wydaje mi się, że to tam są korzenie tego wszystkiego.
Czy nie jest trochę tak, że sami robimy, robicie Wy jako artyści, dużo złego tej kulturze poprzez upieranie się przy tym kto ma rację? Gdy jakakolwiek osoba z zewnątrz wchodzi w tą muzykę to jeden z elementów, który ją irytuje jest właśnie przekonanie wszystkich artystów, że to ja jestem prawdziwy, a inni nie. Ludzie mają poczucie, że osoby wewnątrz tej kultury nie mogą dojść do porozumienia o co chodzi, więc jak osoba z zewnątrz ma wiedzieć o co chodzi?
Coś w tym jest. Wydaje mi się, że po pierwsze jest to natura MC i tego, że jesteś najlepszy, najmądrzejszy itd. i to jest trochę głupie, ale chyba każdy MC ma coś takiego w sobie. Na pewno jest to kwestia natury rapera. Każdy raper ma wielkie ego i w pewnym momencie uważa się już za najmądrzejszego i jego głównym zadaniem jest propagowanie swojej wyższości nad innymi. Na pewno ciężko jest, patrząc na to z zewnątrz zrozumieć to wszystko bo jest dużo sprzecznych zdań. Tak samo osoby, które wraz z upływem lat się zmieniają, i same sobie zaprzeczają. Kiedyś widziałem taką wypowiedź ?uestlove z The Roots, który mówił, że Grandmaster Flash w kawałku White Lines krytykował branie kokainy, a w tym okresie czasu brał kokainę. ?uestlove spuentował to mówiąc że to właśnie hip-hop. Taki mocny sarkazm, ale mówi dokładnie o tym. Ludzie w ogóle są bardzo sprzeczni wewnętrznie. Mówią jedne rzeczy, robią drugie, nie wiadomo dlaczego. Jeżeli chodzi o muzykę rap, myślę, że człowiek z zewnątrz powinien podejść do tego jak do każdego innego gatunku. Znaleźć sobie takiego wykonawcę, który do niego trafia. To co jest piękne chyba w każdej muzyce, ale w rapie wyjątkowo, to to, że jest tu ogromne spektrum diametralnie różniących się od siebie wykonawców i możesz tu znaleźć naprawdę wszystko: lubisz spokojną muzykę – znajdziesz taką w rapie; lubisz muzykę ciężką – znajdziesz taką w rapie; lubisz brzmienia jazzowe, rockowe – w rapie znajdziesz wszystko. I to jest dla mnie najpiękniejsze w rapie. Rap jest też dobrym punktem wyjścia do wszystkiego innego bo czerpie inspiracje i sample dosłownie zewsząd.
Czy nie jest trochę tak, że rap jest kulturą muzyczną, która wymaga od artystów obracania się w pewnych schematach, ramach? Czy nie jest tak, że oczekuje się od rapu, że będzie bezpieczny, zachowawczy?
Uważam, że z innymi gatunkami muzycznymi jest podobnie. Nie siedzę w nich ale interesuje się tym co się dzieje, oglądam wywiady z różnymi wykonawcami reprezentującymi różne style muzyczne jak rock, metal czy inne, i tam zasady są również bardzo restrykcyjne. Fani bardzo się oburzają na jakiekolwiek eksperymenty. Tam też obowiązują ramy, w których artyści powinni się poruszać. Bardzo często inne klimaty, bardziej odważne, zostają skreślone przez fanów. Nawet jeśli są to próby rozwoju. Wydaje mi się, że tak jest w każdym gatunku muzycznym.
Rysuje nam się obraz artystów ograniczanych przez fanów. Czy tak właśnie jest Twoim zdaniem?
Oczywiście, że tak. To też zależy od „wychowania sobie” fanów i przyzwyczajenia ich do Twoich zachowań. Jeżeli przyciągasz do siebie ludzi, którzy są otwarci to jest teoretycznie ok. Możesz skupiać wokół siebie ludzi, którym podoba się, że robisz eksperymentalne rzeczy i tego od ciebie oczekują. I pojawiają się kolejne ramy. Później próbujesz zrobić klasyczną płytę, totalnie przewidywalną i bezpieczną. Dla ciebie jednak względnie niebezpieczną bo jesteś artystą eksperymentalnym. I ludzie się zawiodą, że nie zrobiłeś niczego przełomowego ani odkrywczego. Wszędzie czai się jakaś pułapka. Można sobie „wychować” słuchaczy, którzy będą na tyle otwarci, że będą wiedzieć, że po tobie mogą spodziewać się wszystkiego, bo jesteś może nie tyle odważny, co poszukujący. Tak naprawdę kwestią odwagi jest wyjście z tym do ludzi. Wiele osób robi różne eksperymentalne rzeczy i nigdy nie odważy się pokazać tego szerszej publiczności. Wiem, bo słyszałem różne rzeczy różnych osób, po których byś się takich produkcji nie spodziewał. Kwestia jest tego typu czy podpiszesz się pod tym i pokażesz to ludziom. To jest moim zdaniem kwestia odwagi lub też umiejętności dbania o swoje interesy i nie nasrania sobie w karierę przez chwilowy odlot (śmiech).
Czy nie jest trochę tak, że robiąc rzeczy eksperymentalne, cokolwiek innego nie zrobisz, abstrahując od kwestii jakościowych, wszyscy będą zachwyceni, że odważyłeś się zaryzykować. Takie zarzuty pojawią się m.in. w stronę Mesa i jego drum’n’basowych inspiracji.
Tak może być, tzn. to są kolejne ramy w których zamykasz artystę. Wojtek mi opowiadał o sytuacji Kazika. Od pewnego momentu jego płyty były tak pozytywnie przyjmowane przez krytyków, że wszystko było niesamowitym odkryciem artystycznym i przełomem. I on zrobił taki numer, nie pamiętam jaki bo nie jestem fanem Kultu, ale gdzieś go słyszałem, pomyślałem, co to jest za badziewie. Leci jakiś loop zrobiony na bit maszynie do tego jakieś dźwięki, dla mnie chała totalna. I Wojtek mi wytłumaczył, że Kazik w pewnym momencie się zbuntował przeciwko temu, że teraz jest postrzegany bezkrytycznie jako super artysta i zrobił najbanalniejsze gówno żeby zobaczyć jak ludzie zareagują. Nie wiem czy jest to prawda czy jest to zmyślona historia ale pokazuje absurd pewnych sytuacji. Ucieczka od bycia chwalonym artystą też jest ciekawa, wszędzie może się czaić pułapka. Tak naprawdę, kiedy wystawiasz się na ocenę ludzi, kiedy zaczynasz mieć słuchaczy i fanów, to jest ciężki orzech do zgryzienia. Wydaje mi się, że biznesowo najlepszym wyjściem jest wtedy robienie cały czas tego samego. Kwestia tego czy tak chcesz.
Czy fakt, że jak do tej pory najlepsze płyty w tym roku, nie tylko moim zdaniem, wydał gość, który wygląda jak Ben Affleck i drugi, który biega w klipie z grzywką, zwiastuje jakąś zmianę na polskiej scenie?
Opcja z Benem Affleckiem jest niezła (śmiech). Nie wiem, czy zwiastuje to jakąś zmianę. Są dwie różne płaszczyzny. Jedna to docenienie przez tzw. krytykę czyli ludzi, którzy piszą recenzje itd. i to jest mimo wszystko nisza. Są to ludzie, którzy są otwarci na eksperymenty, wiedzą o rapie dużo więcej niż reszta, patrzą na to co się dzieje w Stanach i to też pewnie jakoś zmienia ich gust. Teraz wielu raperów śpiewa, ubiera się totalnie różnie, już nie ma np. kanonu hip-hopowego ubioru. I to jest jedna kwestia. Druga – jak to się przyjmuje masowo. Ja wiem jak wygląda w moim przypadku sytuacja, nie wiem jak jest w przypadku Mesa. Nie mam jakiegoś szału sprzedażowego. Wydaje mi się, że jednak masy tego nie kupują. A czy scena się zmienia? Nie wiem. Zespoły, które robią dużo bezpieczniejszą muzykę mają pierwsze miejsca na listach sprzedaży, więc chyba jednak nic się nie zmienia. Nie jest tak, że ludzie to masowo akceptują. Ale fajnie, że są osoby, które takie rzeczy robią. Ja jestem mega zwolennikiem wolności i tego żeby było różnorodnie, że możesz mieć wszystkie kolory, wszystkie barwy a nie czarno biały świat. Pamiętam wypowiedź Krs-One’a nt bitwy z Nellym. Abstrahując od tego, że jak się dowiedziałem, że Krs-One ma bitwę z Nellym to się załamałem (śmiech). Po beefie widziałem jego wypowiedź. Jego zdaniem problem był w tym, że był Nelly, a nie było miejsca dla Krs-One i on nigdzie nie był grany, nie sprzedawał płyt, a Nelly sprzedawał miliony. Nie chodzi o samą osobę Krs One’ ale o symbolikę oldchoolowego, korzennego rapu i nowego, radiowego mainstreamu. Nie ma równowagi. Dla mnie potrzebne są osoby po lewej stronie i po prawej, bez politycznych podtekstów. Żeby byli i eksperymentatorzy i zatwardziali bojownicy. Dobrze, że są takie osoby jak Mes, bo ja mogę sobie posłuchać płyty, która mnie zadziwi, i będę miał takie wrażenie jak miałem ileś lat temu czyli „co to jest?”. To jest masakra i to na mnie działa. Co najważniejsze, to jest świeże. Nigdy nie byłem mega fanem twórczości Mesa, doceniałem jego technikę ale kawałki mnie mega nie porywały. A tutaj przesłuchałem płytę, jeszcze raz i jeszcze raz i pomyślałem, kurde tam są numery, które naprawdę mnie poruszają, docierają do mnie.
To czym artyści powinni się kierować. Oceną publiczności i masowością odbioru czy walorem artystycznym? Jak wiemy, nie koniecznie musi to iść ze sobą w parze.
To zależy od tego do czego dążysz i jaki masz charakter. Jeżeli interesuje cię masowy odbiór, wiesz, że coś się sprawdziło i masz ochotę zrobić to jeszcze raz, to zrób to i spoko. Jeżeli masz problemy z robieniem w kółko tego samego bo po prostu nie sprawia ci to przyjemności i dołuje cię to, że to jest ciągle takie samo, to próbujesz innych rzeczy i najczęściej nie spotyka się to z mega pozytywnym przyjęciem fanów, którzy słuchali cię do tej pory. Ale to już zależy od Twojej natury. To też jest fajna wypowiedź Johna Lennona na temat Imagine, które wyciska mi prawie łzy z oczu. Widziałem film dokumentalny dotyczący powstawania płyty i samego utworu. W wywiadzie Lennon tłumaczy, że na poprzedni album zrobił utwór o tej samej tematyce prawie z tym samym przekazem, tylko był on mniej komercyjny, nie było takiego pianina, które wpada w ucho. Poprzednia płyta się w ogóle nie sprzedała. I teraz pytanie, czy on zrobił coś pod publikę przy Imagine? Nie wiem, nie jestem mega fanem Johna Lennona, ale myślę, że miał ciśnienie na przekazanie pewnych rzeczy i szukał drogi jak dotrzeć z tym do ludzi. Więc to zależy od ciebie i tego, jakie masz wymagania względem siebie. Niektórzy w ogóle nie wczuwają się w to co robią. Jak ja tworzę płytę to jestem w trybie tworzenia płyty, wszystko analizuje, wszędzie znajduję inspiracje. Coś się dzieje np. w moim życiu niedobrego, a ja nie potrafię się wczuć, bo analizuję czy można z tego zrobić kawałek. To jest choroba psychiczna, bez kitu (śmiech). Niektórzy spotykają się, nagrywają zwrotkę, wychodzi płyta i tyle. W nich nie wywołuje to może takich emocji i nie potrzebują kolejnego nowego bodźca. Nie wiem, czy oni zastanawiają się nad tym co się lepiej przyjmie i co się sprzeda. Wiesz im jestem starszy, tym bardziej myślę, że nie powinienem robić takich rzeczy. Powinienem zrobić to, czego ludzie oczekują ale tak naprawdę wychodzę z założenia, że nie mogę tak robić. Po pierwsze, nie wiem tak naprawdę czego ludzie oczekują. Komercja jest gdzieś wewnątrz, w głowie. Możesz robić totalnie masowy pop, prostą, totalnie nie wymagającą muzykę, ale jeżeli ciebie to jara i sprawia to, że masz ciary na plecach to jesteś w mega komfortowej sytuacji. Nie „sprzedajesz się”, robisz coś zgodnego ze swoim sumieniem.
Czyli komercje definiowalibyśmy jako sprzyjanie gustom, a nie masowość odbioru?
Moim zdaniem komercyjne myślenie to takie, że zmieniasz siebie pod kątem wygenerowania zysku. A jeżeli zysk generuje się sam, a tobie się podoba to co robisz to jest idealny układ. Nieidealny układ jest wtedy, kiedy robisz to, co czujesz a okazuje się, że ludziom się to nie podoba. Wtedy jest słabo.
Kawałek „Supełek z pętelką” opisuje sytuację, w której bohaterowie przedstawionej przez Ciebie historii nie mogą wydostać się z pętli pewnych wydarzeń. Czy Ty byłeś w takiej sytuacji, w której nie mogłeś wydostać się z podobnej pętli?
Pewnie, że tak. W moim przypadku jest to nałóg picia alkoholu, który był dla mnie sporym problemem. Nie pije już 2,5 roku ale miałem poczucie, że w pewnym momencie stało się to dla mnie problemem. Starałem się jakoś sobie z tym poradzić, bo jestem na tyle dorosły, że wiedziałem, że muszę to rozwiązać. Wiesz wydaje ci się, że masz jakiś problem, to musisz wypić browara, albo wychodzisz na browara a wracasz rano trup, zgon i bez pieniędzy, bo wydałeś wszystko. Dlaczego? wyszedłeś tylko na dwa piwa. To jest słabe. Ja z takim czymś miałem problem ale w ramach postanowień noworocznych udało mi się z tym zerwać i jest spoko.
A czy Twoja zajawka na muzykę również jest taką pętlą, z której nie możesz się wydostać?
Nie wydaje mi się żebym kiedykolwiek przestał robić muzykę. To jest coś, co wynika ze mnie. Po prostu muszę robić muzykę tak samo jak muszę jeść. Mam okresy przerwy i zawsze do tego wracam. Bywa że nie robię przez parę miesięcy bitów albo nie piszę tekstów ale w końcu czuję że mam zabawkę i, za przeproszeniem wylewam z siebie mnóstwo rzeczy. A kiedy wchodzę już w tryb robienia płyty, to bez przerwy wszystko analizuję właśnie pod tym kątem. Nie mogę się skoncentrować na niczym innym. Ciężko jest w ogóle ze mną o czymkolwiek pogadać. Ja cały czas wszystko analizuję pod kątem płyty, szukam tematów. To jest chore, to jest właśnie jakaś pętla. Myślę, że już nigdy się od tego nie uwolnię. Robie to już od parunastu lat i potrzebuje tego. To jest dla mnie wentyl bezpieczeństwa, ujście dla emocji. Czasem w ten sposób mogę się uporać z pewnymi problemami, powiedzieć o czymś. Cały czas przełamuje w sobie te bariery. Przez wiele lat nie mogłem mówić o bardzo osobistych rzeczach, już na pierwszej płycie, pojawią się prywatne tematy jak rozstania, kłótnie itd. Wcześniej nie umiałem czegoś takiego zrobić. To też pozwalało mi wyrzucić z siebie pewne emocje i po prostu się wygadać. Nigdy nie miałem tendencji aby wygadywać się drugiemu człowiekowi bezpośrednio więc zacząłem wygadywać się w kawałkach.
cdn…
Jeśli jesteście zainteresowani o czym jeszcze rozmawiałem z Zeusem dołączcie do naszego profilu na FB i wypatrujcie drugiej części. Piona!






Za porównanie Mesa do Bena Afflecka należą mi się propsy, shoutoutsy czy inne wyrazy szacunku i wdzięczności
Fajna rozmowa dwóch typów obeznanych i zajaranych tematem – dawaj resztę!!
News info…
I was reading the news and I saw this really cool information…
… [Trackback]…
[...] Read More here: onthecorner.pl/zeus-mialem-byc-dobry-i-mily-lecz-korby-wrocily-12/ [...]…